Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, stycznia 30, 2024

PRASŁOWIANIE

PRASŁOWIANIE

Chrzest Polski nastąpił w roku 966 i właśnie od tej daty mówimy o oficjalnym powstaniu Państwa Polskiego. Ale co właściwie działo się na naszych ziemiach przed tym wydarzeniem? Czy może istniało już podobne Wielkie Państwo Lechickie czy może nie było na tych ziemiach nikogo przez wiele lat. Na te pytania odpowiemy sobie w dzisiejszym odcinku.



sobota, lipca 23, 2022

Początki państwa polskiego w skrócie

Początki państwa polskiego w skrócie

Każde państwo miało swoje początki. Bywały one trudne, ale doprowadziły nas do obecnego stanu rzeczy. W dzisiejszym odcinku przedstawię w skrócie początki państwa polskiego oraz opowiem o jego pierwszych władcach, poczynając od Popiela, kończąc na Bolesławie Chrobrym.



poniedziałek, maja 24, 2021

Herold z Gothic II czyta Konstytucję - Preambuła [MEKATRON]

Herold z Gothic II czyta Konstytucję - Preambuła [MEKATRON]

Konstytucja jest to akt prawny, określany także jako ustawa zasadnicza, która zazwyczaj ma najwyższą moc prawną w systemie źródeł prawa w państwie. W dzisiejszym materiale Herold z gry Gothic II: Noc Kruka czyta Preambułę do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 roku.



wtorek, sierpnia 18, 2020

Wojny Rzeczypospolitej w XVII wieku

Wojny Rzeczypospolitej w XVII wieku

Rzeczpospolita Obojga Narodów w XVII wieku musiała zmierzyć się z czterema potężnymi przeciwnikami: Szwecją, Rosją, Turcją i powstaniem Chmielnickiego. Był to burzliwy okres pełen wojen i przemocy, jednak właśnie wtedy najaktywniej działała polska ciężka jazda zbrojna - husaria. W tym materiale postaram się w rzetelny i zwięzły sposób opisać najważniejsze wydarzenia z tamtych czasów.


czwartek, września 26, 2019

Adam Mickiewicz polskim poetą był!

Adam Mickiewicz polskim poetą był!
Najsławniejszy cytat z polskiej literatury brzmi: "Litwo, ojczyzno moja!". Czy to nie zabawne? Niektórzy nawet twierdzą, że twórca tego zdania, czyli Adam Mickiewicz, musiał być Litwinem, czyli powinien zostać uznany za poetę litewskiego. Ten kto tak myśli, popełnia ogromny błąd! Jeśli dokładnie przeanalizuje się życiorys tego twórcy, poszpera w innych jego tekstach, pozna historię terenów, na których żył oraz zrozumie sprawny związane z językiem z tamtych czasów to dojdzie się do zaskakujących, ale niezwykle oczywistych wniosków. W tym artykule dowiesz się kim był Adam Mickiewicz, nazywany "wieszczem narodu" i dlaczego najsłynniejsze zdanie, które napisał nie zawiera w sobie słowa "Polska".

adam mickiewicz

Adam Bernard Mickiewicz urodził się 24 grudnia 1798 w Zaosiu lub Nowogródku i jest uznawany za jednego z największych polskich poetów epoki romantyzmu, wchodzącego w skład Trzech Wieszczów, zaraz obok Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego. Za jego sprawą powstał najdziwniejszy problem literatury światowej - największy polski poeta wyznaje miłość innemu krajowi! Ale czy aby na pewno?

Miejsce jego narodzin wskazuje na dzisiejszą Białoruś, w czasach Mickiewicza był to zabór rosyjski. W czasach przed rozbiorem ten kraj nazywał się Rzeczpospolitą Obojga Narodów - obojga, ponieważ składał się z Polski i Litwy. Jednak przed rozbiorami Litwą określało się teren taki jak na przykład dzisiejszy Śląsk czy Podlasie. Wtedy nawet Ukraina nie była krajem, lecz terenem, który należał do państwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów (stąd właśnie tak popularna w Polsce pieśń pod tytułem "Hej sokoły!", prawiąca o Ukrainie). Wtedy nikt nie kwestionował, że Litwa była po prostu częścią Polski. Tomas Venclova, litewski poeta i badacz literatury stworzył takie porównanie: Stwierdził, że w czasach Mickiewicza Litwin, a Polak to jak dzisiaj Polak, a góral. Góral jest góralem, ale także Polakiem. Tak samo wtedy Litwin był Litwinem, ale wciąż Polakiem. Co więcej, badacze twierdzą, że w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, gdzie państwem rządził polski król i w czasach Mickiewicza, gdzie nie istniał już kraj jego przodków, słów Polska i Litwa używało się naprzemiennie.

Zwróćmy teraz uwagę na kilka fragmentów z innych dzieł Mickiewicza, które także niosą ze sobą patriotyczne przesłanie, lecz tym razem z wyraźnym użyciem słowa "Polska". Najpierw jednak spójrzmy na to co w dalszej części "Pana Tadeusza" mówi o sobie sędzia Soplica w księdze „Zaścianek”:


„Jestem Polak, dla kraju rad bym coś dokazać,
Choć duszę oddać."

Zaś w siódmej księdze, Bartek Prusak tak mówi o miejscowości sąsiadującej z zaściankiem Mickiewiczów - Soplicowie:


„Ilekroć z Prus powracam, chcąc zmyć się z niemczyzny,
Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny:
Tam się człowiek napije, nadysze Ojczyzny!”

Inny fragment:


"Polak, chociaż stąd między narodami słynny,
Że bardziej niźli życie kocha kraj rodzinny,
Gotów zawżdy rzucić go, puścić się w kraj świata,
W nędzy i poniewierce przeżyć długie lata,
Walcząc z ludźmi i z losem, póki mu śród burzy
Przyświeca ta nadzieja, że Ojczyźnie służy."

Dla tych, którzy czytają tylko pierwszą stronę książki, uważając się później za specjalistów, mam jeszcze jeden fragment z Epilogu "Pana Tadeusza":


„O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie
Złożona – nie ma sił mówić o tobie!”

Teraz fragmenty z innych dzieł Mickiewicza. W III części Dziadków pisze on:


"Chrześcijaninem jestem i Polakiem.
Witam cię Krzyża i Pogoni znakiem."

Zwróćcie uwagę na to, że Pogoń to godło Litwy. Więc skoro podmiot liryczny jest Polakiem to, dlaczego ma się witać Krzyża i Pogoni znakiem? Odpowiedź jest prosta. Tak jak wcześniej wspominałem - Litwa i Polska były wtedy jednym państwem. A tu jeszcze jeden fragment:

"Jednej ojczyzny naszej, Polski, jednej matki.
Litwin, co dziś tu przybył, uciekł od Moskali;
Strach słyszeć, co tam oni z nimi wyrabiali."

Myślę, że nic więcej nie trzeba dodawać, ale żeby przekonać już wszystkich niedowiarków, zacytuję fragment listu, który Mickiewicz napisał do Joachima Lelewela:


„A tak, gdzie się obrócisz, z każdej wydasz stopy,
Żeś znad Niemna, żeś Polak, mieszkaniec Europy."

Wyraźnie podkreśla on przynależność do Polski. Tak więc wniosek jest oczywisty: nasz sławny wieszcz był równie Litwinem, co Polakiem tak  jak dzisiejszy Mazowszanin jest równie Mazowszaninem, co Polakiem. Nie był za to ani Rosjaninem, ani Białorusinem.

Niemniej najważniejszym argumentem przemawiającym za tym, że Adam Mickiewicz był stuprocentowym Polakiem, a tworząc fragment "Litwo, ojczyzno moja!" nie miał na myśli współczesnej Litwy, ale dawną Polskę, jest to, że wszystkie swoje dzieła spisał czystą polszczyzną! Przynależność do danej narodowości określało się wtedy przede wszystkim poprzez język jakim dana osoba się posługiwała. Dlatego śmiało, bezsprzecznie i bez ogródek możemy stwierdzić (parafrazując słowa Witolda Gombrowicza), że Adam Mickiewicz polskim poetą jest, był i zawsze będzie!

czwartek, września 26, 2019

Czuhajster, czyli Yeti z Karpat

Czuhajster, czyli Yeti z Karpat
W mitologii słowiańskiej możemy spotkać wiele fascynujących demonów, w które niegdyś wierzyli nasi przodkowie. Uważali oni, że te stworzenia odgrywają ogromną rolę w ich życiu: powodują klęski żywiołowe, przynoszą choroby, ale również niosą pomoc zasłużonym wybrańcom o czystym sercu. Właśnie dzięki tym wierzeniom powstało wiele przedziwnych rytuałów, których część przetrwała do dzisiaj. Jednym z takich stworzeń jest czuhajster, nazywany karpackim Yeti lub Wielką Stopą z Karpat. Zanurzmy się więc razem w świat naszych przodków i poznajmy wspólnie jednego z mniej znanych demonów słowiańskich - czuhajstra.

czwartek, kwietnia 04, 2019

Dzienniczek św. Siostry Faustyny

 Dzienniczek św. Siostry Faustyny
Faustyna Kowalska była zakonnicą ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, nazywana jest apostołką, a także sekretarką Bożego Miłosierdzia. Przez Kościół Katolicki została ogłoszona świętą, najbardziej znana jest ze swojego Dzienniczka, gdzie opisała przeżycia związane z objawieniami, mistycznymi stanami i licznymi wizjami, których doświadczyła. Skąd taka popularność Dzienniczka wśród teologów, wiernych i literaturoznawców? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zajrzeć do tego niezwykłego tekstu kultury.

faustyna

Dzieło powstawało od 1934 do 1938 roku z wyraźnego polecenia Jezusa Chrystusa, który ukazał się w wizji Siostry. Dzienniczek składa się z sześciu zeszytów plus jednego mniejszego zatytułowanego "Moje przygotowanie do Komunii świętej", cała książka spisywana była w Wilnie i Krakowie, słowa wypowiadane przez Jezusa podkreślone są ołówkiem, dzieło zaliczane jest do literatury mistycznej i zostało przetłumaczone na wiele języków. Do spisywania wszystkich doświadczeń Faustynę namówił ksiądz Michała Sopoćko, a wspierał ją ojciec Józef Andrasz. W Dzienniczku można znaleźć opisy stanów emocjonalnych, jakie przeżywała Faustyna, jej wizje, mistyczne doznania, objawienia, modlitwy, nakazy i polecenia dawane jej przez Boga oraz wskazówki dotyczące namalowania obrazu zatytułowanego "Jezu ufam Tobie". W 2019 roku powstał fabularyzowany dokument "Miłość i miłosierdzie", gdzie poruszany jest temat dotyczący tego, iż Obraz Jezusa Miłosiernego, a Całun Turyński przedstawiają tego samego mężczyznę. Choć sama święta stwierdziła, że obraz nie oddaje piękna Jezusa to odkrycie to sprawia, że Dzienniczek św. Faustyny staje się jeszcze bardziej interesujący.

"Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej.
Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z
uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi
blady. [...] Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który
widzisz, a podpisem: Jezu ufam Tobie. Pragnę, aby obraz ten czczono najpierw w
kaplicy waszej i na całym świecie." - Dz 47

Siostra Faustyna w swoich notatkach skupia się głównie na głębi i roli poznania miłosierdzia Bożego. Jezus zrobił z niej pośrednika między Niebem, a światem doczesnym. Chciał przekazać prawdę o największym z wszystkich boskich darów, który ma być źródłem i zwieńczeniem dzieła Stwórcy jakim jest jego dobroć, łaska i, przede wszystkim, miłość. Bezgraniczne zaufanie do miłosierdzia Bożego, którym obdarza on szczególnie grzeszników ma być istotą osiągnięcia zbawienia. Faustyna opisuje nowe formy nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Zalicza się do nich: obraz Chrystusa pt. "Jezu ufam tobie" namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego w 1934 roku według opisu św. Faustyny na podstawie wskazówek podyktowanych jej w wizji przez Jezusa, ustanowienie święta Miłosierdzia w pierwszą niedzielę po Wielkanocy wraz z nowenną, ustanowienie Godzinek Miłosierdzia oraz napisanie koronki do Miłosierdzia Bożego. Znaczna część Dzienniczka opisuje sprawy związane z nowym zgromadzeniem, które dzisiaj nazywa się Apostolskim Ruchem Bożego Miłosierdzia.

"[Żądam], aby było zgromadzenie to jak najprędzej założone – i ty w nim żyć będziesz z towarzyszkami swymi. Duch Mój będzie regułą życia waszego. Życie wasze ma być na Mnie wzorowane, od żłóbka aż do skonania na krzyżu. Wniknij w tajemnice Moje i poznasz przepaść miłosierdzia Mojego ku stworzeniom i niezgłębioną dobroć Moją – i tę dasz poznać światu. Będziesz przez modlitwę pośredniczyć między ziemią a niebem." - Dz 438

Faustyna Kowalska spaliła swoje pierwsze notatki, jak stwierdziła na polecenie anioła, przez co ostateczna wersja Dzienniczka ma nieco zaburzoną kolejność wydarzeń, gdyż ksiądz Sopoćko nakazał jej później odtworzyć tamte zapiski. Siostra zawsze podkreślała, że wszystkie swoje wizje przekładała na papier z polecenia przełożonych, co miało stanowić potwierdzenie woli Bożej. W swym dziele opisała również dary, które otrzymała od Boga, a mianowicie: pojawienie się stygmatów, umiejętność przebywania w dwóch miejscach jednocześnie, czytania w ludzkich duszach oraz proroctwa. W zeszytach zawarte są również teksty dotyczące ataków jakich miała doznawać Siostra ze strony nieczystych sił nadprzyrodzonych. Co ciekawe, w 1933 roku psychiatra Helena Maciejewska po przebadaniu Faustyny wydała oświadczenie o jej doskonałym zdrowiu psychicznym.

"W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednoznacznie, że największym dla nich cierpieniem, to jest tęsknota za Bogiem." - Dz 20

Choć w Dzienniczku pojawiają się pewne błędy gramatyczne to należy zwrócić uwagę jak pięknym, plastycznym i kwiecistym językiem został on spisany. Doznania, przeżycia i emocje są doskonale przedstawione w świetnie komponujących się opisach miłości i wielkości Bożej. Mistyczne przeżycia związane ze Stwórcą i słowa wypowiadane przez Jezusa zaskakują, gdyż napisane są w sposób tak górnolotny, że aż niepodobny do stylu, którym mogłaby się posługiwać zakonnica bez wykształcenia. Dzienniczek z pewnością stanowi ważny element duchowego objawienia dla wszystkich wyznawców katolicyzmu, ale jest to także niezwykły tekst kultury polskiej, który warto polecić wszystkim miłośnikom literatury.

"Niech ufa dusza wszelka w męce Pana, niech ma w miłosierdziu nadzieję. Bóg nikomu Miłosierdzia Swego nie odmów. Niebo i ziemia może się odmienić, ale nie wyczerpie się Miłosierdzie Boże." - Dz 72

Fragmenty utworów należą do ich prawnych właścicieli i zostały użyte zgodnie z prawem cytatu (art. 29 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

piątek, lutego 15, 2019

Ciekawostka #8 - Skąd u Augusta II przydomek "Mocny"?

Ciekawostka #8 - Skąd u Augusta II przydomek "Mocny"?
August II Mocny to elekcyjny król Polski rządzący w latach 1697–1706 i 1709–1733 oraz  pierwszy zasiadający na tronie Polski król, który pochodził z saskiej dynastii Wettynów. Zwany był Augstem Sasem lub Augustem Mocnym. Przydomek "Mocny" nie pochodzi jednak od jego sukcesów w polityce zagranicznej czy wewnętrznej, lecz związany jest z popularnymi w tamtych czasach historiami dotyczącymi ogromnej siły fizycznej władcy.

Istnieją przekazy mówiące o tym, że August Mocny był w stanie podnosić bardzo ciężkie działa i bez trudu zginać, a nawet łamać żelazne podkowy. Podobno wyjątkowo lubił się tym chwalić, dlatego swoje umiejętności prezentował w każdej możliwej sytuacji. Niektórzy historycy twierdzą jednak, że legendy o wielkiej sile króla z dynastii Wettynów rozpowszechniali przeciwny Augusta pochodzący z Prus. Uważali oni, że będą w stanie stworzyć wizerunek władcy silnego fizycznie, ale słabego pod względem intelektu.

augustmocny
Nicolas de Largillière, Portret Augusta II Mocnego z około 1714-1715 roku

środa, stycznia 16, 2019

Ciekawostka #4 - Polskie enty

Ciekawostka #4 - Polskie enty
W wierzeniach Słowian wschodnich pojawia się dobry demon, bardzo przypominający pewną rasę istot stworzoną przez J.R.R. Tolkiena w mitologii Śródziemia. Chodzi tu o enty, przez Słowian nazywane dobrochoczymi.

Dobrochoczy był to dobry demon, zamieszkujący lasy, bory i gęste puszcze na Podlasiu. Nie wykazywał się zbytnią ufnością w stosunku do ludzi, ale w razie potrzeby zawsze im pomagał. Uważało się go za troskliwego opiekuna oraz sprawiedliwego sędziego, karzącego złych, nieuczciwych wędrowców okropnymi chorobami, które doprowadzały do śmierci. Można go było przebłagać darami takimi jak owinięta w płótno kromka chleba ze szczyptą soli. Dobrochoczy upodabniał się do drzew, tak by nie można było go rozpoznać w gęstwinie leśnej. Z pewnością przypominał stworzone przez J.R.R. Tolkiena enty.


dobrochoczy
P. Zych, W. Vargas, Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, BOSZ 2012

sobota, listopada 24, 2018

Chąśnicy, czyli słowiańscy wikingowie

Chąśnicy, czyli słowiańscy wikingowie
Kim byli chąśnicy i skąd pochodzili? Co mają wspólnego z Polakami i ze skandynawskimi wikingami? Skąd wzięła się nazwa wiking i co oznacza? Czym była bitwa pod Zingst i jak nazywano słowiańskie wersje drakkarów? Tego wszystkiego dowiedzie się w dzisiejszym odcinku!

piątek, listopada 23, 2018

Polskie Termopile, czyli bitwa pod Hodowem 11 VI 1694

Polskie Termopile, czyli bitwa pod Hodowem 11 VI 1694

hodów



Polskie Termopile

Każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o historii na pewno słyszał o bitwie pod Termopilami i trzystu Spartanach, którzy polegli podczas bohaterskiej walki z Persami. Ci, którzy bardziej interesują się wielkimi starciami z przeszłości mogli słyszeć o bitwie pod Shiroyamą, gdzie kilkuset samurajów stanęło do walki przeciwko trzydziestu tysiącom żołnierzy wojsk rządowych Cesarskiej Armii Japonii. Popularna jest też, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, historia obrony Alamo, gdzie około dwieście osób zbuntowanych sił teksańskich zostało wyrżniętych przez około trzech tysięcy Meksykanów. Są to bitwy, podczas których garstka ludzi stanęła przeciw ogromnej liczbie przeciwników i… poległa bohaterską śmiercią. Należy zastanowić się, czy w historii Polski doszło do podobnych starć.
Bitwę pod Wizną nazywa się często polskimi Termopilami, gdzie wojska niemieckie walczyły z przewagą czterdziestu do jednego. Jednak wszystkie wymienione tu bitwy skończyły się porażką strony z mniejszą ilością wojsk, strony teoretycznie słabszej. W historii zapomina się często o niezwykłej bitwie, którą stoczyło czterystu husarzy pod Hodowem z wojskami tatarskimi. Różnicę liczebną obu armii podaje się w przybliżeniu, jako jeden do stu. Staracie to różni się od bitwy pod Termopilami nie tylko liczebnością, ale przede wszystkim tym, że mimo iż wojska tatarskie miały tak nieopisaną przewagę, Polska odniosła w tej walce zwycięstwo, co jest ewenementem na skalę światową!

Tło historyczne

Był wiek XVII, a największym nagrożeniem dla Europy stała się Turcja. Czternastego lipca 1683 roku oddziały tureckie dotarły pod tak zwane „Złote Jabłko”, czyli Wiedeń. Dowodzący nimi wezyr Kara Mustafa zgromadził około stu pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy. Na pomoc oblężonemu miastu przyszedł Jan III Sobieski – król Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Nie czekając na wojska litewskie i kozackie objął dowództwo nad siłami chrześcijańskimi, a 12 września 1683 roku zaatakował armię wezyra. Po zmasakrowaniu dużej części wojsk, siły tureckie rzuciły się do ucieczki. Król Rzeczpospolitej Obojga Narodów miał później powiedzieć do papieża: „Venimus, vidimus, Deus vicit”, co znaczy "Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył” – jest to parafraza słów Juliusza Cezara, który miał napisać w liście do swojego przyjaciela Amintiusa w roku 47 przed Chrystusem, mówiąc o zwycięstwie nad królem Pontu Farnecesem pod
Zelą: „Veni, vidi, vici”, co znaczy „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem”.
Odsiecz wiedeńska 12 września 1683 rok
Po odsieczy wiedeńskiej miasto zostało ocalone, lecz to, z pewnością chwalebne wydarzenie, miało swoje negatywne skutki, gdyż zapoczątkowało okres wojen z Turcją, jako, że Rzeczpospolita Obojga Narodów należała do wielkiej koalicji przeciw islamowi. Wojna ta została zakończona dopiero 26 stycznia 1699 roku Pokojem w Karłowicach. Wcześniej jednak musiało dojść do wielu krwawych starć, a duża ich cześć toczyła się głównie na Podolu, gdzie powstały fortyfikacje takie jak na przykład Okopy Wielkiej Trójcy znad Dniestru założone w 1692 roku przez hetmana Stanisława Jana Jabłonowskiego.

Liczebność armii

Pod wodzą Gazy Gareja, w czerwcu 1694 roku, na ziemie polskie ruszyła jedna z wypraw tatarskich. Miała ona na celu pozyskanie niewolników z terenów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Był to tak zwany „jasyr”. Porwanych chłopów i szlachtę chciano sprzedać, najlepiej ich rodziną lub Kościołowi. Gaza Gareja prowadził do Kamieńca Podolskiego zacharę, czyli prowiant dla głodującej załogi tureckiej. Nie jest do końca znana liczba oddziałów tatarskich i podaje się różne jej określenia: 25 000, 30 000, a nawet 70 000. Najczęściej mówi się jednak o ordzie 40 000 tatarów. Na tyle określało ją większość walczących pod Hodowem Polaków i nawet na tyle oceniał ją król Jan III Sobieski, opowiadając 4 sierpnia 1694 roku o tej bitwie Mikołajowi Złotnickiemu. Podczas owej rozmowy powiedział również: „naszych czterystu ludzi, którzy tak mężnie i walecznie 40 000 ordy obronili się”. Jego zdaniem dysproporcja sił wynosiła stu tatarów na jednego Polaka. Otrzymał on wiadomość o bitwie 12 czerwca, a potwierdzenie o niej, dzień później. Zaś przed 4 lipca spotkał się z rycerzami walczącymi pod Hodowem i słuchając ich meldunków wynagrodził nieskąpo za odwagę. Liczba 40 000 jest też najczęściej podawana przez historyków, także przez specjalistę od ciężkiej jazdy – husarii – Radosława Sikorę.
W skład siedmiu chorągwi polskich (husarskich i 5 rot pancernych) wchodziły dwa zgrupowania jazdy. Wśród husarzy z pewnością znajdowała się rota koronna króla Jana (48 ludzi) oraz rota nadwornego marszałka koronnego Józefa Lubomirskiego (50 ludzi). Rycerze trafili pod Hodów z fortecy Okopów Świętej Trójcy pod dowództwem Konstantego Zahorowskiego oraz z Szańców Panny Marii pod dowództwem Mikołaja Tyszkowskiego. Ze źródeł towarzysza husarskiego Szymona Franciszka Pułaskiego wynika, że „okopowi elearzy”, jak nazywa Polaków walczących pod Hodowem, stanowiło około 600 jeźdźców (400 z Okopów Świętej Trójcy i 200 z Szańca Panny Marii), wliczając w to nie więcej niż stu towarzyszy chorągiewnych. Są to liczby, jakie podaje jeden z polskich żołnierzy, ale dane te prawdopodobnie pochodzą ze stanu etatowego, a nie określają rzeczywistej liczby wojowników polskich i dlatego są wyższe niż podaje to król Jan III Sobieski znający realną liczbę. Oznacza to, że 400 Polaków musiało stoczyć walkę z 40 000 armią tatarską. Przewaga sił wynosiła więc 1:100 na korzyść tatarów.
świętatrójcaplan
Plan Okopów Świętej Trójcy, ilustracja z dzieła Ludwika Finkela „Okopy Świętej Trójcy: dwa epizody z dziejów Polski”





Początek bitwy

Pierwsze starcia nie odbyły się w Hodowie, lecz trochę poza nim. Polacy, widząc wroga, zauważyli przednią straż tatarską liczącą około 500-600 przeciwników, uznali więc, że powinni wszystkich ich zniszczyć. Dowodzący nie spodziewali się, że mogą mieć do czynienia z tak ogromnymi siłami. Rozbili przednią straż ordy, lecz zauważając nadciągające siły główne, musieli się wycofać i postanowili schronić we wsi Hodów. Siłą Rzeczpospolitej udało się wziąć do niewoli dwóch tatarskich mistrzów (murzów), ale pojmany również został Mikołaj Tyszkowski – dowódca Szańca Panny Marii, który według źródeł „w pierwszym starciu, trzymając odwód na uchodzeniu w opłotki, w niewolę się dostał”. Szczęściem został on później wykupiony z rąk tatarskich i powrócił do swoich rodaków.
Polacy „rozumiejąc, że się z zagonem [tylko] potykają, wsiedli zaraz na ich [Tatarów] przednią straż [500-600 koni], z którą się mężnie starłszy i murzów dwóch z między nich wziąwszy, ze wszystkich stron od tłumów tatarskich ogarnieni zostali. Nie widząc zatem inszego sposobu do wsi Hadowa [Hodów] ustępowali”. Wycofano się do Hodowa, aby uniknąć okrążenia.

Wieś Hodów


Hodów znajduje się dzisiaj na Ukrainie w obwodzie tarnopolskim, w rejonie zborowskim kilka kilometrów na wschód od Pomorzan.
wieśhodów
Współczesna mapa Polski i Ukrainy z miejscem położenia wsi Hodów

Za czasów bitwy pod Hodowem, w XVII wieku, była to polska wieś leżąca w regionie dość często najeżdżanym przez tatarów, dlatego posiadała już prowizoryczne systemy obronne. Tamtejsi chłopi mieli przygotowane kobylice, czyli pnie drzew ułożone poziomo z zaostrzonymi konarami, takie umocnienia już dawały jakiekolwiek szanse na obronę. Broniono się także zza „płotów, dylow, stołów, drzwi, beczek z chałup chłopskich powydobywanych”. Obrońcy Hodowa mieli także szczęście gdyż za ich plecami leżał mały staw.
husariahodów
Mapa przedstawiająca pole bitwy pod Hodowem

Przebieg bitwy

Wojska polskie, po wycofaniu się do Hodowa, zsiadły z koni i zabarykadowały się wszelkimi możliwymi umocnieniami ze wsi. Drzwi, stoły, płoty, beczki, kosze słomy i kobylice stanowiły obronę przed ogromnymi wojskami tatarskimi. Atakowano wtedy przede wszystkim na dystans, dochodziło głównie do walki ogniowej. Rycerze Rzeczypospolitej używali broni palnej i czasami posługiwali się szablami – w sytuacjach, gdy dochodziło do walki wręcz. Tatarzy zaś zasypywali obrońców niesamowicie dużą ilością strzał. Strzelali z łuków refleksyjnych, starając się przerazić obrońców ogromem pocisków.
Polacy bronili się wszelkimi możliwymi sposobami. Gdy zabrakło im pocisków, nabijali broń grotami ze znalezionych strzał. „Gdy już naszym kul nie stawało [brakowało] do strzelania, musieli ploszczyki [groty] od strzał tatarskich miasto [zamiast] kul nabijać, którymi bardziej jeszcze Tatarów razili”. Po wycofaniu się wroga zebrano ponoć aż kilka wozów niepołamanych strzał! Nie liczono nawet ile pozostało na ziemi strzał połamanych. Nikt nie ośmielił się w ogóle ich pozbierać, ponieważ tych „dostatkiem leży”.
Gdy obrońcy stawiali opór tatarskiej ordzie zdarzało się, że musieli walczyć również pieszo. Także Tatarzy zsiadali ze swoich wierzchowców i stawali do walki wręcz: „Tatarskiego zaś wojska większa część, zsiadłszy z koni, szturmy do nich [Polaków] przypuszczali, zasłony także sobie porobiwszy z desek, koszów słomianych”.
Orda, której głównym celem było zdobycie bogatych łupów i pozyskanie jasyru, nie spodziewała się tak silnego oporu ze strony chorągwi polskich. Siły Rzeczpospolitej odpierały ataki znacznie potężniejszego wroga około pięciu lub szczęściu godzin. Po tak długim czasie bezowocnych zmagań z husarią i wojskami pancernymi Rzeczpospolitej Obojga Narodów, cierpliwość Tatarów skończyła się. Postanowili wysłać Lipków, czyli Polaków, którzy przeszli na stronę Tatarów (część z nich poparła w wojnie Turcję), aby ci skłonili obrońców Hodowa do poddania się. Polacy mieliby w ten sposób uratować się od śmierci. Wojska tatarskie zażądały całkowitej kapitulacji, ale Polacy nie zgodzili się, definitywnie odrzucając warunki ordyńców. Tatarzy „podjeżdżając pod naszych radzili aby się poddali, ale słysząc naszych rezolucję, że tam na śmierć zasiedli, donieśli Tatarom: że my z tymi ludźmi co dzień ubijamy się pod Kamieńcem [Podolskim], że są [to] ludzie niezwalczeni, że wprzód wszyscy wyginiecie, nim wam ich dostać przyjdzie”.
husarz
Husarz (Usarz)
Bojąc się większych strat, Tatarzy w końcu ustąpili. Postanowili wycofać się do okupowanego wcześniej przez nich Kamieńca Podolskiego. Do jasyru udało się im schwytać nie więcej niż trzydziestu ludzi, bowiem, na czas walk, ludzie uciekali do bezpieczniejszych, lepiej bronionych miast, zameczków i fortyfikacji, aby schronić się przed ordą.
To wydarzenie stało się całkowitą kompromitacją dla Chanatu Krymskiego. Nie dość, że nie udało się pokonać im czterystu polskich rycerzy to jeszcze do jasyru byli w stanie porwać tylko trzydziestu ludzi. Tak wielka ilość wojsk powinna być w stanie zmiażdżyć Hodów, a nawet zrównać go z powierzchni ziemi.
Dzięki skutecznej, niesamowicie odważnej obronie Hodowa, Polakom udało się zatrzymać dalszy najazd Tatarów.

Straty

W pierwszych chwilach walk zginęło trzynastu towarzyszy polskich i miała to być liczba wszystkich poległych na polu bitwy. Reszta miała ponieść śmierć na skutek odniesionych ran. Największe straty w wśród polskich obrońców były jednak w koniach: „konie ledwie co nie wszystkim [Polakom] postrzelana [były]”. Ilu poległo towarzyszy pocztowych? Tego dokładnie nie określono, ale z pewnością bardzo wielu.
Towarzysze pocztowi byli to członkowie pocztu w wojsku autoramentu narodowego (sposób rekrutacji lub zaciągu w wojskach Rzeczpospolitej Obojga Narodów) zazwyczaj pochodzenia chłopskiego lub niższej szlachty. Służyli oni u wyższego szlachcica, który był właścicielem całego pocztu. Liczba pocztowych okazywał się zawsze znacznie większa od liczby towarzyszy husarskich czy pancernych i dlatego też umierało ich znacznie więcej – około dwa lub trzy razy tyle, co towarzyszy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Również podczas bitwy pod Hodowem prawdopodobnie zginęło ich bardzo wielu. Pocztowych było najczęściej dwóch, nie mówiąc o wozakach i czeladzi obozowej, których nie wliczano do stanu chorągwi. Towarzysz musiał również uzbroić się sam i kupić konia. Nie bez powodu zostały tu wspomniane poległe na polu bitwy konie, gdyż koń husarski był niezwykle drogi. Jego cenę można porównać do dzisiejszych najdroższych samochodów osobowych. Dodatkowo husarz miał często ze sobą po kilka koni na jednej wyprawie bojowej.
Podczas całej walki pomarło około kilkudziesięciu obrońców, w tym kilkuset towarzyszy chorągiewnych. Głównie wskutek odniesionych obrażeń podczas walk. Jak pisze Pułaski: „nie było żadnego z tych 400, żeby nie miał kilku postrzałów, jednakże z łaski Bożej nieszkodliwych”. Wśród zmarłych był także Konstanty Zahorowski, który oddał ducha trzy dni po bitwie ze względu na poważne obrażenia, jakich dokonała tatarska strzała. Gdy bitwa dobiegła końca, mniej więcej setkę rannych przeniesiono do Pomorzan (podczas podróży część obrońców zmarła). Tam też, na cmentarzu rzymskokatolickim, przy kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy, pochowano Konstantego Zahorowskiego – wybitnego przywódcę, który oddał życie w obronie swojej ojczyzny i wolności ludzi mających zostać zaciągniętych do niewoli. Jego determinacja podczas walki prawdopodobnie była spowodowana tym, że jego matka dzierżawiła wieś Hodów od Jana III Sobieskiego.
Dokładne dane nie są znane, ale prawdopodobnie po stronie tatarskiej śmierć poniosło od tysiąca do dwóch tysięcy wojowników. Zdaje się, że są to starty zawyżone, ale z pewnością były one bardzo duże, gdyż „pewnie z tysiąc i drugi było ich tam trupów”. Opis strat tatarskich można znaleźć tylko w źródłach polskich, gdyż tak haniebna przegrana nie mogłaby zostać nigdy opisana przez ordyńców. Jednak, według Pułaskiego, pod Hodowem poległo „blisko cztery tysiące Tatarów”. Z pewnością jest to przesada. Wskazuje na to także fakt, że Tatarzy mieli zebrać ciała poległych i spalić je w chatach: „uroczyszcze (z małą ilością ludzi) tej wsi Hadowa, gdzie się to [palenie poległych] działo”. Według relacji anonimowego żołnierza palono po kilka lub kilkanaście chałup podczas najazdów. Tak mała wieś jak Hodów nie mogła posiadać zbyt wielu domostw. Oznacza to, że tak wielka ilość zabitych nie pomieściłaby się w kilku chatach. Wszystko więc wskazuje na to, że ilość poległych Tatarów podczas bitwy pod Hodowem nigdy nie zostanie dokładnie określona.

Upamiętnienie

Bohaterską walkę obrońców Hodowa docenił sam król Jan III Sobieski. Dumny ze swoich rycerzy postanowił uzupełnić straty w koniach ze stajni królewskich. Cztery dni po bitwie, na leczenie rannych w Pomorzanach, wyłożył z własnej szkatuły aż tysiąc złotych. Każdy żołnierz dostał wynagrodzenie, a jeńcy (w tym również kilku towarzyszy polskich) zostali wykupieni przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów (wliczając w to Mikołaja Tyszkowskiego). Także hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski docenił walczących pod Hodowem – podarował czterysta złotych cyrulikowi Mikołajowi, któremu nakazał opiekować się rannymi w Złoczowskim szpitalu. Z husarią i pancernymi spod Hodowa przyszło się spotkać królowi już 27 czerwca we Lwowie. Tam właśnie obrońcy zostali obdarowani pieniędzmi i końmi: „kilka towarzystwa poranionego z okazyjej pod Hodowem piechotą przyszło do króla jm. suplikując [prosząc] o miłosierdzie, że i od koni odpadli [konie stracili]. Król jm. ex solita clementia, którą zwykł zawsze świadczyć, osobliwie żołnierzowi bene merito, z skarbu swego porcyją pieniężną każdego z nich opatrzył”. Także 15 czerwca i 5 lipca Jan III Sobieski był hojny dla swoich rycerzy. Każdemu, kto przyprowadził
jeńca podarował po sto talarów i konia.
sobieski
Jan III Sobieski autorstwa Daniela Schultza 1673 - 1677 
W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego pod redakcją Filipa Sulimierskiego (Warszawa, 1880 r.), t. 3, str. 87 znajduje się taki oto opis wsi Hodów:
„Włość ta pamiętna jest w dziejach kraju nadzwyczajnem męstwem małego oddziału polskiego wojska i poniesionej klęski przez Tatarów w r. 1694, którą uwieczniają gęste mogiły wznoszące się na pobojowisku a w samej wsi na wzgórzu wśród włościańskiego ogrodu, pomnik kamienny w kształcie piramidy z żelaznym krzyżem u góry, postawiony przez króla Jana Sobieskiego. Mianowicie w roku 1694 wpadła zgraja Tatarów na Ruś i rozniosła śmierć i pożogę aż pod Złoczów. Mały oddział polskiego wojska, liczący tylko 600 jeźdźców pod dowództwom pułkowników Zahorowskiego i Tyszkowskiego, został od armii het. Jabłonowskiego odcięty, i był już za stracony poczytany. Z orężem w ręku torowała sobie atoli ta mała garstka Polaków drogę od Dniestru przez tłumy licznego nieprzyjaciela aż do Pomorzan, w celu złączenia się z hetmanem pod Lwowem, gdy oto około włości Hodowa od dziczy tatarskiej została obskoczona. Strudzeni rycerze szykują się pomiędzy rowy i zarosła do boju, przedsięwziąwszy bronić się do ostatniego. Ze wszystkich stron walą się na nich tłumy Tatarów, którym jednak ci nadzwyczajny dają opór. Po bohaterskiej walce proponuje im Tatarzyn, aby zaniechali niepodobnej obrony, a raczej poddali się: „My czekamy śmierci” była to jedyna odpowiedź. Dowódca Tatarów rozkazał więc nowy atak, lecz ta mała garstka szerzy śród nich nowe zniszczenie. Za zbliżeniem się nocy odstąpił na koniec nieprzyjaciel swojego zamiaru, czem oblężeni ośmieleni puścili się za nimi w pogoń, i jeszcze wiele szkody im narobili. Ten pamiętny dzień tak nierównej walki, która bez piechoty, bez dział i bez zabezpieczających wałów wypadła na stronę słabszych, jest podobny do walki pod Termopylami; albowiem i tu mała garstka swojem poświęceniem się i męstwem uratowała tysiącom ziomków życie i wolność”.
Franciszek Pułaski pisze zaś tak:
„Gdy 1695 r. najechali Tatarzy kraje ruskie, przerzynając się Jan Zahorowski i Tyszkowski w 600 towarzyszów przez chmary pogaństwa, obskoczeni w Hodowie, odpierali spoza płotów i z parowów gwałtownie nacierających nieprzyjaciół. Wezwani do poddania się, odpowiedzieli: myśmy po śmierć w te wąwozy przyszli. Po 6-godzinnej walce, cofnęli się najezdnicy; blisko 4.000 Tatarów na placu było, od tak małej garści ludzi naszych; zabitych zaraz Tatarowie w chałupach palili. Naszych 13 zabito, ale nie było żadnego, żeby nie miał kilku postrzałów. Tak wszechmocność Boska, cnota nie liczba męstwu polskiemu, dla zaszczytu wiary i narodu chrześcijańskiego, insultom pogańskim odpór dać mogła”.



Jan III Sobieski w 1695 roku ufundował również obelisk, który został wzniesiony w Hodowie. Co ciekawe przetrwał do dziś dzień. Latem 2014 roku po 320 latach został on odrestaurowany pod przewodnictwem profesora Janusza Smaza z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – znakomitego konserwatora, który ratuje zabytki na Ukrainie. Przeprowadzaniem projektu odbudowy pomnika zajęła się fundacja „MOSTY”, współpracując z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ambasadą Rzeczpospolitej Polskiej w Kijowie i Konsulatem Generalnym Rzeczpospolitej Polskiej w Łucku. Inicjatywa „Husaria prze Pałac”, czyli miłośnicy husarii i historii Polski, również mieli swój wkład w renowację pomnika. Uroczystego odsłonięcia dokonano 25 października 2014 roku przy udziale władz rejonu zborowskiego i obwodu tarnopolskiego.
Pomnik bitwy pod Hodowem ufundowany przez króla Jana III Sobieskiego i odrestaurowany latem 2014 roku
Na obelisku wyryty jest łaciński napisy, który brzmi: "Bogu Najwyższemu na chwałę, potomności na pamiątkę, bohaterom polskim na przykład, wrogom ojczyzny na hańbę, wzniósł mnie najjaśniejszy Jan III Sobieski, król Polski, na tym miejscu, na którym Polacy pod wodzem Zahorowskim, osaczeni w płotach, odparli 70 000 Tatarów, z wielką klęską nieprzyjaciół, a swoich żadną. Dnia 5 czerwca 1694 roku". Co ciekawe, liczba wojsk tatarskich została znacznie zawyżona, a data bitwy, z niewiadomych przyczyn, pomylona.
Pomnik znajduje się w majątku, który niegdyś należał do rodziny Sobieskich. Po latach został własnością Kulczyckich. Z posagu Honoraty Kulczyckiej dostał się w ręce Władysława Głowackiego. Następnie został sprzedany izraelicie – Mojżeszowi Parnesowi. W roku 1879 majątek zakupił Stanisław Potocki będący właścicielem Brzeżan i Pomorzan. Dzisiaj znajduje się on na ziemi ukraińskiej.

Podsumowanie

Bitwa pod Hodowem to z pewnością wydarzenie wprost niewyobrażalne i wyjątkowe na skalę światową. Czasem trudno uwierzyć, że taka bitwa w ogóle odbyła się naprawdę. Należy się jednak zastanowić czy taka proporcja strat może być prawdziwa i czy jest prawdopodobne, żeby garstka ludzi tak długo i dzielenie broniła się przed tak silnym i licznym przeciwnikiem.
Wbrew pozorom nie jest to dla Polaków nic nie zwykłego. W XVII wieku zabicie husarza było niezwykle trudne. Wystarczy przypomnieć sobie zwycięską bitwę pod Kłuszynem z 4 lipca 1610 roku, gdzie Polska pod dowództwem Stanisława Żółkiewskiego rozgromiła armię Rosji i Szwecji. Husaria zabiła wtedy ponad 8 000 przeciwników. W armii Rzeczpospolitej Obojga Narodów zginęło około 300 ludzi, a dysproporcja sił wynosiła 5:1 na stronę rosyjsko-szwedzką. Polacy odnieśli całkowite zwycięstwo nad pięć razy liczniejszym wrogiem w otwartej walce.

Cóż… Husaria nigdy nie przejmowała się ilością wroga. Świetnie pokazuje to przykład Jana Karola Chodkiewicza, który 27 września 1605 roku podczas bitwy pod Kircholmem, nie znając dokładnej liczby przeciwników, miał powiedzieć: „Policzym ich, jak ich pobijem”. Potęgę tej ciężkiej jazdy pokazuje też XVII wieczna zasada, która mówiła, iż przeciwnik może wycofać się z pola bitwy, jeśli dowie się, że będzie musiał walczyć przeciwko husarii. Mało tego, część wojsk najemnych zastrzegała sobie w swoich kontraktach, że choćby nie wiem co, nie będą walczyć przeciw husarii.
zbrojahusarz
Uzbrojenie husarza
Husaria była ciężką jazdą, wiec musiała być bardzo dobrze uzbrojona. Pancerz towarzysza ciężkiej jazdy składał się z napierśnika z emblematem krzyża, medalionu Najświętszej Marii Panny, naplecznika, obojczyka, naramiennika, szyszaka o kulistym dzwonie z nosalem, skór tygrysich bądź lamparcich i według niektórych historyków z jednego skrzydła przymocowanego do skórzanego siodła. Husarz posiadał również bardzo drogiego konia, proporzec, specjalną kopię o długości nie większej niż trzy metry, koncerz i oczywiście szablę. O wytrzymałości pancerza świadczy rzekome wydarzenie z bitwy pod Cudnowem z 1660 roku, kiedy to jeden z rycerzy miał dostać rykoszetem kuli armatniej, spaść z konia, po czym wstać i walczyć dalej. Ciężka jazda z XVI i XVII wieku była również niezwykle mobilna, wytrzymała i obyta ze strategią wojenną.
Straty, jakie ponieśli Polacy pod Hodowem z pozoru wydają się małe. W rzeczywistości, porównując do innych bitew, można by uznać, że są dość duże. A to ze względu na to, że husaria najczęściej atakowała szarżą, wywołując tym samym przerażający efekt psychologiczny. Tutaj musiała się ona bronić zza chałup, beczek i kobylic, co stanowi usprawiedliwienie. Bitwa hodowska jest dość specyficznym starciem, bowiem główny atak husarii stanowiła właśnie szarża, której tutaj użyto tylko na początku, kiedy Polacy jeszcze nie byli w Hodowie. Bitwa ta pokazuje uniwersalność ciężkiej jazdy oraz wojsk pancernych i to, że polscy żołnierze potrafią poradzić sobie w każdej sytuacji. Jest to też jedna z ostatnich walk, gdzie wielka husaria pokazała się ze swojej najlepszej strony.
Jest to wydarzenie, które nigdzie na świecie nie wystąpiło i pewnie już nie wystąpi. Zwycięstwo taktyczne i strategiczne 400 ludzi przeciwko 40 000. To jest coś, z czego naprawdę, jako naród, możemy być dumni!
Polacy pod Hodowem mieli powiedzieć: „My czekamy śmierci”. Idealnie sprawdza się tu zasada Sun Tzu opisana w jego dziele „Sztuka Wojny”: „Wystarczy bowiem jeden człowiek, któremu na życiu nie zależy, by zatrwożyć tysiąc mężów”. Bitwa pod Hodowem jest przykładem wygranej garstki nad armią, 1:100. Wydaje się być to niemożliwe, ale również Sun Tzu opisał taką sytuację: „Jeśliby sama liczebność wojsk przesądzała o zwycięstwie, do prowadzenia wojny wystarczyłoby liczydło a bitwy stałyby się niepotrzebne”. Husarię i obrońców Hodowa można na koniec krótko opisać kolejnym cytatem ze „Sztuki Wojny”: „Bitwę da się przetrwać dzięki sile, a można ją wygrać dzięki duchowi”.


Bibliografia:
Niezwykłe bitwy i szarże husarii – Radosław Sikora, Wydawnictwo: Erica
Biblioteka Czartoryskich, rękopis nr 184, s. 244, Ibidem s. 241-247, Ułamek s. 14, 37, 40, Pułaski, Krotka s. C3, Sarnecki, Pamiętniki s. 224
K. Sarnecki, Pamiętniki z czasów Jana Sobieskiego, tom 1, opr. J. Woliński, Wrocław 2004
D. Siuta, Polskie Termopile 1694. Bitwa pod Hodowem
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 Redakcja Erudyta , Blogger